środa, 29 czerwca 2022

Ostatni dzień jedzenia (nie głódówka)

Wczoraj i dziś dziwnie źle się czułam. Ani razu nie zjadłam niczego ciężko strawnego, ani nowego, aby mój żołądek miał powód do buntu. Choć i tak, cały dzień czułam się, jakbym połknęła balona. Do tego obrzęk na twarzy i reszcie ciała. W pracy 2x bułki (kanapki), owoce i coś mlecznego typu jogurt do picia czy do jedzenia + woda. I dziś, dzień miał się tak samo. Natmiast ilość produktów mlecznych była większa. I to jest właśnie to! Moja alergia na laktoze wróciła, a bynajmniej obudziła się z głębokiego snu. Już tyle miesięcy całkiem dobrze żyło mi się spożywając produkty mleczne między innymi jogurty czy sery. Wszakże, wciąż były produkty, z którymi mój organizm nie dawał sobie rady, jak np. mleko czy serek mascarpone. Dotychczas zamieniki dawały radę, ale to już historia. Teraz i one na nie wiele się zdają. Opierając swoje życie o soje czy produkty roslinne nic mi się nie dzieje. Żadnych bóli. Nic. 

30 czerwca to ostatni dzień "jedzenia". Od 1 lipca przez minimum miesiąc mam zamiar spożywać  koktajle herbalife, te same co kilka lat temu, dzięki którym dużo udało mi się schudnąć. Tym razem mam wiele obaw, np. że już mogą nie zadziałać ma mnie tak dobrze jak poprzednio. Poza tym, pijąc je jedynie i siegając po same owoce i warzywa, odczuwałam ciągły głód, który także mnie martwi. Czy dam radę wytrwać i przetrwać? 

Na jutro do pracy przewiduję jedynie kupić kanapki w Cukierni Staropolsce, bo na długo udaje mi się nimi najeść oraz sok owocowy. Do tego w pracy wpadnie we mnie dużo wody mineralnej. 

Ostatni dzień jedzenia, nie będę traktować jako jakiś niezwykły dzień. Natomiast, chciałabym by był to ostatni dzień miesiąca, w którym uda mi się zabdać o swoje potrzeby zdrowotne i postawić je na pierwszym miejscum nim znów coś zepsuję. 

poniedziałek, 27 czerwca 2022

Powrót do diety z innym podejściem

Tęsknię za wczorajszym dniem. Było bardzo ciepło, słonecznie i przyjemnie. Dziś w pracy poszło mi średnio. Raz, że wolno mi wszystko szło, a dwa, że kompletnie zawaliłam z jedzeniem. Przed wyjściem jogurt naturalny z truskawkami i otrębami pszennymi + woda mineralna. W pracy 2x pączki, 1x  drożdżówka z kruszonką i jeszcze jedna z bydyniem, pudełeczko malin i woda. Po powrocie z pracy nie zrobiłam sobie obiadu. Nadjadłam trochę curry ze słoika z Lidla, ale nie smakowało mi i się poddałam z kolejną próbą zjedzenia czegoś, na ten konkretny posiłek. 

Od kilku dni "czyszczę" lodówkę ze wszystkich produktów na chleb, typu: ser, szynka, dżem, majonez, itd. Od 1 lipca postanowiłam ruszyć z dietą, tą samą co w lipcu 2020 r., czyli wracam do koktajli na mleku roślinnym lub wodzie, do tego owoce i warzywa, i nic więcej. Oczywiście wzięłam pod uwagę posiłki na wyjazdach w nadchodzącym miesiącu. Nie mam zamiaru się katować. W zamian, dni poza domem chcę spędzić jak najlepiej się da, bez wyrzutów sumienia, że zamiast koktajli wpadło coś "normalnego". 

Z cardio dziś nic nie wyszło. Przez to, że byłam głodna nie miałam na nic siły. W momencie powrotu do domu przebrałam się i ległam na łóżku nadrabiając YouTube. Nawet na spacer nie poszłam, ale co mnie totalnie zaskoczyło to, to że odpuchłam i nawet mam lekko podkreśloną szczękę (tak jak to mają osoby szczupłe). 

sobota, 25 czerwca 2022

Wymiary

 Od niepamiętnych czasów dziś rano zmierzyłam się. Moje wymiary bardzo mnie zaskoczyły. Porównałam je z tymi poprzednimi, z 2020 i one prawie, że w ogóle się nie zmieniły. Co prawda obecnie ważę około 105 kg, a mimo to wymiary z +/- 1 cm różnicy. Wagi nie sprawdzam. Wystarczy, że zjem coś albo wypiję dużo wody i już waga wzrasta. A jeszcze od wczoraj mam wzdęcia z niewiadomego mi powodu. Jedyne co, to przypuszczam, że mogą one być spowodowane tym, że przez ostatnie kilka dni nie czuję się najlepiej, przez co jem bardzo mało. 

Wymiary:

biust - 109 cm/85 E
brzuch (na wys. pępka) - 106 cm
biodra - 118 cm
pupa - 120 cm
udo lewe - 73 cm
udo prawe - 72 cm
łydka - 42 cm

Mierzyłam się rano, na czczo, około godz. 7:30



piątek, 24 czerwca 2022

To smutne uczucie, kiedy Twoje marzenia spełniają się komuś innemu

Mam ponowny zastój w życiu. Mimo brania lekarstw czuję lęk i narastającą niechęć do życia. Codziennie przytłacza mnie co raz dłuższa lista zadań do zrobienia, bo co nie zrobię dziś niestety nie przepada, a przechodzi na następny dzień. Mam też załamanie emocjonalne ostatnio. Znany mi tekst z Internetu - To smutne uczucie, kiedy Twoje marzenia spełniają się komuś innemu. - I poczułam to czytając kilka dni temu jeden ze wpisów u Agi. Tak mnie to przytłoczyło, że w pracy kilka razy się popłakałam. Siedziałam i płakałam mając nadzieję, że nikt nagle nie wejdzie i nie zobaczy mnie w takim stanie. 

Wczoraj na wieczór zrobiłam cardio. Plan był 1 godzina cardio, ale opadłam z sił po 30 minutach, kiedy zrobiło mi się nagle słabo w czasie ćwiczeń, więc odpuściłam resztę. Dziś bez żadnych ćwiczeń, bo przez cały dzień nie wiele zjadłam. 

Bilans:
- 3x banany
- mała miseczka jogurtu greckiego naturalnego z otrębami pszennymi i dojrzałym bananem 
- 4x rożki kokosowe w czekoladzie (Cukiernia Sowa)
- około 1.5 litra wody mineralnej
- 200 ml herbaty zielonej
- 200 ml herbaty "na odchudzanie" (mieszanka ziół)
- 1x bułka z masłem roślinnym, 2x plastry sera owczego i majonez wegański

środa, 22 czerwca 2022

Nie jestem gorsza, po prostu idę inną drogą w życiu

W zeszłym tygodniu zaaplikowałam o stypendium językowe. Pierwszy etap za mną, drugi muszę zrobić na dniach. Czekają mnie do uzupełnienia 3 testy po angielsku na poziomie C1. Deadline mija w poniedziałek, a w weekend ma do mnie wpaść kolega, który jest płynny z angielskiego, więc mam nadzieję, że zgodzi się mi pomóc. Wiem, że en sposób zdawania na jakikolwiek egzamin jest nie uczciwy i może wydawać się być bez sensu, ale ja naprawdę chcę się dostać. W zeszłym roku też aplikowałam na ten program i nie przeszłam do 2 etapu. Nie miałam na to kompletnie siły. Lęk, który we mnie był, przerastał mnie i nawet otworzenie komputera, i zrobienia tych testów było dla mnie za trudne. Tym razem czuję się lepiej, choć stres i strach wciąż są, ale przynajmniej nie paraliżują mnie. 

Dziś dowiedziałam się, że moja kuzynka wygrała stypendium i pod koniec września leci do USA, Californii, do Doliny Krzemowej na tydzień. Naprawdę się cieszę, tylko jak dla mnie jest jedno ALE. Wczoraj powiedziałam tacie, kiedy byliśmy na spacerze o aplikacji o stypendium. I usłyszałam tylko - W końcu coś robisz. A kto powiedział, że wcześniej czegoś nie robiłam albo że teraz czegoś nie robię?! Smutne to, że kiedy ona coś osiągnie to zawsze jest to wielokrotnie podkreślane, że ona to osiągnęła ciężką pracą, a jak ja, to tylko mi się przypadkiem udało, bo: ja nie umiem, bo to nie dla mnie, bo miałam szczęście, itp. Krzywdzące są takie słowa. 

Mimo wszystko chce robić dalej swoje. I nie przejmować się ciągłym porównywaniem do innych a w tym przypadku do mojej kuzynki. Jest 8 lat młodsza ode mnie, nie przechodziła jako dziecko czy nastolatka przez takie problemy jak ja w domu, więc zrozumiałe dla mnie, jest to, że jest jej "łatwiej". Nie lubię tego wyrażenia, że jest komuś "łatwiej", ale nie wiem jak inaczej to opisać. 

wtorek, 14 czerwca 2022

Update: psychiatra, włosy, plany na 16 czerwca i weekend

W zeszłym tygodniu na wizycie u psychiatry ponownie został poruszony temat psychologa. Czy już kogoś znalazłam? - zostałam zapytana. Usłyszałam to już mnóstwo razy, że moje leczenie opiera się zarówno o leczenie psychiatryczne jak i o leczenie u psychologa/psychoterapeuty. I tak samo jak ostatnio tak wciąż terapii nie zaczęłam. Czemu? Choć mimo znalezienia kilku potencjalnych osób, do których chciałabym się zgłosić, za każdym razem, kiedy myślę o kolejnym kroku, czyli skontaktowaniu się czuję blokadę, że nie mogę z jakiegoś powodu tego zrobić. Dlatego dostaję coraz mocniejsze leki zarówno na strach, depresję jak i sen. Bo brakuje mi jednego elementu w podstawie leczenia - terapii u psychologa/psychoterapeuty. Dziś zrobię ostateczny research i mam nadzieję dziś bądź jutro już będę mieć termin spotkania. 

W tym roku po raz pierwszy po kilku latach zaczęłam z własnej woli nosić rozpuszczone włosy. Najpierw je podcięłam o jakieś 5-7 cm, gdzie dla mnie to nie jest dużo, a następnie zaczęłam stosować naturalna domową maskę na włosy. Przez co bardzo się polepszyła ich kondycja. Jednak, niestety od kilkunastu już dni ich stan znów się pogorszył i znów każdego dnia zaczynam dzień od związania ich w kitkę. Chcąc o nie zadbać kilka dni temu ponownie je podcięłam, tylko coś mi nie wyszło i nie dość, że są krzywo ścięte to jeszcze nie wpłynęło to ni jak na ich kondycję. Od dziś wracam do Loxon 5% i porannego mycia głowy. Ponownie wypadają garściami. Czas przerwy odstawienia Loxon minął, więc to pewnie przez to. 

16 czerwca zapowiada się spędzeniem na spokojnie czasu w domu lub pojechaniem na wycieczkę gdzieś w obrębie mojego miast, z planem na dłuuuuugi spacer. 

Weekend spędzę mam nadzieję częściowo w domu a częściowo aktywnie na dworze. Ju już myślę o weekendzie a do niego jeszcze trochę. 

poniedziałek, 16 maja 2022

Babciu, gdzie jesteś? Czy Ty, to ty?

Przez ostatnie kilkanaście lat miałam zwyczaj (może nawet tradycję) odwiedzać babcię co niedzielę na wspólnej kawie, herbacie i ciastku wraz z tatą, jego bratem oraz rodziną. Od pewnego już dłuższego czasu babci zachowania i wypowiedzi bardzo się zmieniły. Dowiedziałam się, że jest to demencja. Jest to proces nie odwracalny i naturalny u starszych osób. 
Strasznie się buntuję, że moja babcia zwykła być taka, a teraz jest taka inna. Źle mi z tym i smutno. Co prowadzi do wielu frustracji, nieporozumień między nami a czasami drobnych kłótni. Nie umiem zaakceptować tego, że nie da się tego procesu cofnąć, że tak już zostanie, że nasze rozmowy zwykle sprowadzają się do mojej cukrzycy (której nie mam, gdyż mam IO), do tego, że wciąż nie mam chłopaka, że wszystko zajmuje mi więcej czasu niż innym (tu chodzi o studia, generalnie naukę), itd. Wewnętrznie mnie to boli, bo wciąż nie mogę się odnaleźć w tej wciąż nowej dla mnie samej sytuacji. Mimo, że te zmiany u babci zauważyłam będąc na ostatnim roku liceum lub na początku studiów. 
Dlatego w tym roku dalej kontynuuję skupianie się na sobie a nie na innych. Stawiam na zdrowie i na to jak po prostu czuję się w określonych sytuacjach. Jeśli czuję, że coś jest nie tak, staram się albo to zmienić albo wycofać. Stąd, przestałam odwiedzać babcię tak często. Widuję ją mniej więcej 1/2 w miesiącu. 

*Co prawda, innym powodem, dlaczego przestałam jeździć do babci jest też to, że mojego taty brat i jego żona mają zawsze coś do powiedzenia na mój temat, coś do skomentowania i zawsze jest to coś przykrego. 
Co mnie tym bardziej nie przekonuje, a wręcz sprawia, że czuję się, że w takim momencie, że troszczę się o siebie dbając o stan psychiczny.

Przykładowa sytuacja (niedziela):
Wczoraj byłam u babci. Poczułam, że dam radę, gdyż tego złego co nasłuchać się miałam, nasłuchałam się dzień wcześniej. Tym razem nie było cioci. Nic nie zjadłam i niczego nie wypiłam, to sprowokowało do krzyków. Co ja jem jak nic u niej nie jem?! Czemu nie piję?! Przecież pić trzeba. Nie odpowiedziałam nic. Choć chciałam odpowiedzieć, że jem wtedy, kiedy jestem głodna, a nie kiedy ktoś postawi przede mną jedzenie, jednak komentarz ten zachowałam dla siebie. 

Sytuacja z dnia wcześniej (sobota):
Rozmowy od zawsze toczą się między babcią a tatą. To o polityce, to o gospodarce, itp. Mi żaden z tych tematów nie jest bliski, więc w rozmowy się nie wdaję. Chociaż, zahaczając czasem dla mnie o bardziej "przyziemne" tematy też czasem coś powiem, ale i tak nie mogę pojąć skąd babcia ma tyle zawsze wnikliwych pytań. 

Przykład ze soboty:
!!! Nie pamiętam, jak doszło do tego tematu, ale sprowadził się on do mojego hobby i jak zarządzam czasem po pracy. 

*B. oznacza babci wypowiedzi, a JA to ja ;)

B. - Co robisz po pracy?
Ja - W tym roku odkryłam swoją pasję. Zaczęłam hodować rośliny i teraz cały taras mam zastawiony sadzonkami. 
B. - Po co Ci tyle tego? Na co to komu? Co będziesz z tym robić? Powinnaś zająć się czymś ważnym. Zamiast robić takie bzdurne rzeczy, powinnaś pomyśleć o rodzinie.
Ja - O rodzinie?? Przecież wpadam tu co jakiś czas. 
B. - Powinnaś pomyśleć o założeniu rodziny. Już dawno czas na dziecko. Męża powinnaś mieć. Nie ma co zwlekać. 
Ja - W przyszłości nie chcę rodzić dziecka, a póki co nie chcę wchodzi w żadne relacje miłosne, żadnego chłopaka ani męża. (tu nie wytrzymałam)
B. - Teraz tak mówisz, a później Ci się zmieni. 
Ja - Później mi się nie zmieni. Ja decyduję o swojej przyszłości i swoim ciele. I jestem pewna, że w przyszłości żadne dziecko z mojego brzucha nie wyjdzie. 

!!! Na dokładkę sposób ubierania się.
B. - Ty źle wyglądasz w tych gaciach.
Ja - Nie długo wybieram się na spacer. Więc ubrałam się tak by było mi wygodnie, że jak się pobrudzę, ubabram w błocie to, żeby było ok. 
B. - Kobiety i młode dziewczyny nie mogą się tak ubierać. Bo jak widzę czasami na ulicy tą młodzież w podartych spodniach, jakichś bluzach z kapturem, bluzkach z dziwnymi napisami, jakimiś obrazkami. [...] Jak można tak chodzić. A gdzie sukienki, spódniczki?!
Ja - Czasy się zmieniły. Każdy chodzi w tym w czym chce. Ubrania nie rozróżnia się na, o to dla chłopaka, a to dla dziewczyny. Jest pełna dowolność. Dla mnie najważniejsza jest wygoda, dlatego chodzę w takich spodniach. 
B. - Spodniach?! To są gacie! Tu Ci materiał się źle układa na kolanach, tak wisi nie ładnie. Powinnaś nosić spodnie grubsze i o prostym kroju. Poza tym Ty jesteś taka w połowie otyła. A tu jeszcze pupę masz dużą i to razem źle wygląda. 

W tym momencie wyszłam z pokoju i przeniosłam się do innego.
W przyszłości rozważam picie u babci ziółek melisy. A jak da radę to najchętniej dodałabym jej tą melisę do kawy czy do herbaty, którą by miała pić. 
Bo moje ręce już mi dawno opadły. Co mogłam wypłakać wypłakałam, ale ja już tak nie chcę. Chcę, aby było tak jak kiedyś. Żeby nie było tych wszystkich "rad", komentarzy. Na nic mi to, a to jedynie jest w stanie sprawić, że będzie gorzej a nie lepiej.