sobota, 17 lutego 2018

Mały update co tam u mnie

Małą czcionką zaznaczyłam swoje dygresje do całego tematu. Takie jakby rozszerzenie myśli, zdania. 😉

Sposób odżywiania
Od kilku tygodni (około 3), zaczęłam jeść większe porcje posiłków szczególnie śniadań. I zauważyłam, że coraz lepiej-łatwiej idzie mi zjedzenie np. na śniadanie składającego się z 1,5 kromki ciemnego chleba z masłem, 2 plastrami sera żółtego, ketchupem czasem ogórkiem + czarna herbatka.  Drugiego śniadania jako tako nie ma. Chyba że, wciągnę jakiś owoc lub smoothie na mleku. Ponieważ zawsze kiedy robię smoothie robię je na mleku poniżej 1,5%, ponieważ zauważyłam, że mój organizm niezbyt radzi sobie z trawieniem laktozy. Szczególnie czystego, zwykłego mleka 1,5 % i wzwyż. Jeśli już owe mleko wypiję (a wystarczy zaledwie pół szklanki) to przez kolejne 3 - 4 dni chodzę jakby napompowana to znaczy nie czuję kompletnie głodu i wtedy tzw. "przybieram". Obiad przeważnie przyrządzam sama. Czasem chodzę do rodziców, a jeszcze innym razem odgrzewam coś na szybko np. pół pizzy, pierogi, itp. Ale jeśli już przygotowuję cokolwiek to staram się by nie były to za duże porcje bo po obfitym śniadaniu nie jestem wstanie zjeść zbyt dużo. Podwieczorek to przeważnie coś słodkiego - ciastko/a, smoothie raz jeszcze, jakiś owoc. A kolacja mam wrażenie, że to kwestia przypadku. Jak zgłodnieję to jest to pora przeważnie już nocna - 22, 23, 24, a czasem i pierwsza w nocy. I wtedy jak zacznę jeść to skończyć nie mogę. Aż do pełnego żołądka, ale tak wiecie pełnego, pełnego. Koszmar. Średnio dziennie przyjmuję około 2500 kcal. Oczywiście zdarza się i mniej i więcej, ale to jest taka średnia. 

Kiedy zacznę jeść zdrowiej
Ogólnie dziś mnie chyba olśniło, że tyle co ja jem to jest za dużo i warto by zacząć jeść mniej. Co niekoniecznie póki co mogło by oznaczać zdrowiej. Zdrowe żywienie wprowadzę po maturze no i przede wszystkim latem, lub też późną wiosną. Ale na pewno po maturze! Kiedy to już będę żyć bez większej presji i zacznę pracować.

Waga
Obecnie moja waga mieści się między 90 kg a 93 kg. To zależy od dnia. Nie ma tak, że jakoś waga mi poważnie wzrasta albo, że jakoś drastycznie spada. 😁 Póki co nie nastawiam się na odchudzanie bo jestem świadoma tego, że to i tak nie nastąpi, bynajmniej na razie.

Włosy
Od czasu kiedy zaczęły wypadać (2013 rok) tak dalej wypadają. Z tym, że nie już w takiej ilości. Dzięki Bogu! Dziennie wylatuje ich kilkanaście. I liczę tu te, które znajduję w umywalce. Zarówno rano jak i wieczorem. Wciąż jeśli chodzi o naturalny kolor są matowe i płowieją. Ponadto siwieję i jest to szczególnie widoczne na skroniach, czyli tam skąd najpierw zaczęły wylatywać. Dopiero później zaczęły mi wylatywać z tyłu, a tam to nie wiem jak to tam wygląda bo wzrok mi tam nie sięga. xd
Co więcej, w czerwcu po raz pierwszy po już dłuższym czasie nie farbowania się szamponetką, właśnie pofarbowałam się ponownie i od tamtego czasu jeszcze mi się farba nie wypłukała. A na opakowaniu napisane jest, że farba na włosach utrzymuje się do 28 myć, czyli już dawno jej nie powinnam mieć. Co lepsze, kolor wypłukał mi się tylko u nasady. Więc wpadłam na pomysł, że jak pofarbuję się tym razem jaśniejszą farbą, to wrócę do bardziej "naturalnego" koloru. Tak, bardzo tęsknię za moimi pięknymi gęstymi, kasztanowymi brązowymi włosami.  Ale teraz to dopiero śmiesznie wygląda ponieważ odrosty są w kolorze farby po ostatnim farbowaniu - jaśniejszą farbą, a reszta jest w kolorze starej farby.


środa, 14 lutego 2018

Walentynkowe Thinspiracje

Z racji tego, że ostatnie thinspiracje były dopiero co,
a dziś znów nowe pojawiają się na blogu - to 
jest ich o połowę mniej. 😉






niedziela, 11 lutego 2018

Nowy początek/Kontynuacja tego co zaczęłam

Dzisiejszy post jest do tych osób, które poszukują bloga o tematyce pro ana. I kiedy zagłębią się w mojego bloga - doznają szoku, ponieważ mój blog od kilku już miesięcy nie ma za wiele wspólnego z ruchem pro ana. Poniżej znajduje się post z 11 sierpnia 2016 roku - z mojego pierwszego bloga.

Analizując poczynania na moim blogu (moje działania - to co zrobiłam i jak wiele zaplanowałam, część zrobiłam a druga część pozostała w mojej pamięci) doszłam do jednego wbrew pozorom prostego wniosku - TEN BLOG nie jest o pro anie (anoreksja/bulimia), a o ED (Eating Disorders), czyli o zaburzeniach odżywiania. Czyli nie skupia się tylko na tych dwóch "chorobach" czy jak ktoś woli "stylach życia". Już od zeszłego roku od marca staram się jeść choć teraz to już norma 1500 kcal. Czasem mniej, czasem więcej. To prawda, stosowałam diety typu SGD, ABC, jabłkowa, detoks włączając w to głodówki, wymiotowanie, przeczyszczanie się i ten nieszczęsny Sudafed. Piłam kawę w ilościach takich co by nawet najtwardszego powaliła. Ćwiczyłam nie raz do utraty tchu, aż zaczynało mi się kręcić w głowie i robiło mi się słabo na myśl o jakichkolwiek powtórzeniach ćwiczeń. Potrafiłam wstawać w nocy, żeby ćwiczyć po to, aby spalić więcej kalorii. Przez ostatnie 4 lata dzielnie znosiłam trud życia z zaburzeniami odżywiania. Ale to pomału wykańcza.
Myślę, że przygodę z pro aną zaczęłam naprawdę dobrze w czerwcu 2012. W 2013 roku też sobie bardzo dobrze radziłam, ale w 2014 miałam 2 razy jojo przez co przybyło mi 15 kg. Wtedy wszystko się posypało, ale walczyłam dalej. W 2015 roku dobiłam swój organizm ostatecznie. A rok 2016 to jedna wielka niewiadoma. Raz lepiej raz gorzej. Jednak z grubsza jest źle. Obecna waga waha się między 88 kg a 90 kg. A przecież zaczynałam tu z wagą 70 kg.
Post powstał po to, aby nie którym przedstawić prawdziwy obraz obecnej sytuacji oraz uświadomić, że nie założę nowego bloga "bo nie jem 300 kcal dziennie - więc nie jestem pro ana". Może i nie jestem, ale moja historia tak właśnie wygląda i nie jestem wstanie zmienić mojej przeszłości. Ponadto myślałam już o bardziej odpowiednim tytule bloga jak i linku do bloga, tak aby treść bardziej pasowała do bloga jednak w tej chwili i na pewno w ciągu najbliższych 10 miesięcy na pewno nie zmienię nazw, ponieważ nie mam jeszcze na nie pomysłu oraz nie mam na to czasu.


Skoro życie mam tylko jedno to na blogu tym pozostanę. Stworzyłam go i nie odejdę stąd dopóki nie dopnę swego, czyli nie osiągnę (mojej) perfekcji. Możliwe, że będzie to jeden z najdłużej prowadzonych blogów pro ana/ed.

piątek, 9 lutego 2018

Plany na ferie + podsumowanie tłustego czwartku

Hej! Ten rok jest zupełnie inny niż jakikolwiek kiedykolwiek. Na pewno już o tym pisałam, ale krótko przypomnę - w zeszłym roku miałam zdawać maturę, ale ostatecznie jej nie zdawałam, ze względu na to, że moje problemy (jakie mam przede wszystkim z mamą) wyszły na jaw oficjalnie w szkole. Dlatego szkoła dała mi możliwość powtarzania klasy maturalnej, ale jako absolwentka. Czyli szkołę ukończyłam w zeszłym roku, a teraz chodzę do wybranych klas na wybrane lekcje (tylko te maturalne). A co za tym idzie dziennie mam średnio 2 godziny lekcji i raz w tygodniu 3 godzinny. W związku z tym mam dużo czasu na naukę, ale nie wiem czemu, ale jakoś mi ona nie idzie. I martwi mnie to.

Ponadto dziś rozpoczęłam ferie. W zeszłym roku miałam super plan na całe ferie. Natomiast w tym roku mam zamiar podejść do "diety"/odżywiania na luzie i głównie skoncentrować się na nauce.

Tłusty czwartek już za nami. W zeszłym roku zjadłam 6 pączków, a w tym roku pochłonęłam zaledwie 3. Oby w przyszłym roku ta liczba się pomniejszyła i spadła do 1!

środa, 17 stycznia 2018

21

To już dziś stuknęło mi 21 lat. Niesamowite, że bloga zaczęłam tworzyć kiedy miałam 16 lat, a samą pro aną zainteresowałam się w wieku 14 lat. Czas tak szybko leci.
Przez ostatnie kilka dni myślałam nad tym jak powinien lub jak mógłby wyglądać dzisiejszy wpis. I w końcu nie znalazłam idealnego rozwiązania jak i również nie pamiętam jak robiłam to w poprzednich latach, dlatego dziś napiszę po prostu co dziś robiłam + bilans.
Rano zaspałam do szkoły, aż w końcu do niej w ogóle nie poszłam bo dopadła mnie "truskawkowa rewolucja" w brzuchu. Dlatego dzień rozpoczęłam o godzinie 11:30. O godz. 13:30 zjadłam śniadanie: 2x kromki chleba z serem i salami, kilkoma plasterkami świeżego ogórka i przesoloną jajecznicą. A żeby zabić smak nie udanej jajecznicy dodałam trochę majonezu. I oczywiście nie odzowny element każdego śniadania - ciepła herbatka, tym razem czarna. Następnie, pomarnowałam trochę czasu dalej doświadczając tego jak działa "truskawkowa rewolucja" i o godzinie 16 zebrałam się do wyjścia na zajęcia dodatkowe maturalne. Po zajęciach pojechałam z tatą do babci, gdzie zjadłam 2 mniejsze kawałki tortu i wypiłam szklankę czarnej herbaty (jeden kawałek był czekoladowy, a drugi truflowy) - jakoś trzeba było nadrobić kalorie obiadowe. 😂 O godz. 21.30 byłam już w domu gdzie czekała na mnie obiado-kolacja, czyli naleśniki z kapustą i grzybami. Zjadłam 2 i do tego wypiłam około 150 ml wody z gazem. Obecnie jestem u siebie w domu. Przygotowuję się do intensywnej nauki na jutrzejszy sprawdzian z polskiego z "Ferdydurki" i ogólnie do spania.

Przepraszam, że cały tekst wyszedł nudny, ale nie wiedziałam jak mam się za niego zabrać, a w dzisiejszy dzień chciałam coś wstawić. Szczególnie, że dzień taki jak dziś jest tylko raz w roku i kolejny dopiero za rok.